Stawiam na…Avatara

Filed Under (Film) by acozz on 07-03-2010

Tagged Under : ,

Dziś wielka noc. Gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Oczy każdego przeciętnego zjadacza chleba skierowane są w stronę Los Angeles, gdzie w Kodak Theatre statuetki wręczone zostaną po raz 82 . Nie będę wspominał o polskiej nominacji, gdyż króliki mnie nie obchodzą. Interesują mnie jedynie dwie kategorie: najlepszy film i najlepszy reżyser. O ile w tej pierwszej nagrody nie dostanie Avatar nic wielkiego się nie stanie to o tyle tegoroczne nominacje w kategorii najlepszy reżyser są bardzo ciekawe. Nie chciałbym by na miejscu Camerona, rywalizacja z byłą żoną w tej kategorii jest dla niego gorsza niż rozwód.

W sumie w przypadku nagrodzenia Kathryn będzie się można zastanowiać czy to był wybór ze względu na film, czy jedynie udowodnienie czegoś, zagranie na nosie Jamesowi. A gdy będzie odwrotnie? Czy wtedy feministki obalą Obamę?

Zamiast gdybać poczekam kilka godzin i swoim czasie rozliczę jury.

Avatar – kilka słów

Filed Under (Film) by acozz on 30-01-2010

Tagged Under : , , , ,

Zaległy tekst o Avatarze na którym byłem trzynastego stycznia. Powoli ogarniam cały ten burdel i niebawem wstawie podsumowanie roku.

Byłem na Avatarze. Wyjazd odbył się kosztem innego ważnego spotkania, i mimo iż skutki tego zaniedbania były straszne to wiem, że było warto.
Avatar, Avatar, Avatar – ostatnio jest wszędzie: Internet, telewizja, gazety. Pierwszy po długich latach przerwy film Jamesa Camerona wzbudza wiele emocji. Ja sam czekałem na niego juz od pierwszej wzmianki, no i doczekałem się.

Jako fan Camerona nie ukrywam, że byłem pełen obaw. Praktycznie nie wiadomo było w jakiej formie jest reżyser – talentu się nie traci, ale zarówno kino jak i odbiorcy nie są juz tacy sami jak kilka lat temu i maja zupełnie inne wymagania. Irytowało mnie tez ciągle porównywanie z titaniciem. Największy as w rękawach speców od marketingu – jedenaście oskarów za poprzednie dzieło kanadyjskiego wizjonera. Chwyt może i dobry, ale porównania bardzo często były bez sensowne i nie na miejscu. Jak powszechnie wiadomo, kręcenie zdjęć z żywymi aktorami zakończyło sie juz w 2007 roku, reszta to robota komputerów – i z tym wiązała się kolejna obawa, czy to wszystko nie będzie zbyt sztuczne, czy nie będzie to zwykły obraz bez duszy, chyba nie tylko ja zadawałem sobie to pytanie.

Mimo wszystko zaufałem twórcy i do filmu podszedłem z pełnym obiektywizmem.
Oczywiście stałym zwyczajem się spóźniłem. Jakieś 800 metrów z parkingu do kina pokonałem biegiem, jednak dzięki Bogu za reklamy przed filmami bo dzięki nim zdążyłem na początek.
Oglądało się przyjemnie, przynajmniej po sprincie do łazienki, bo wcześniej nie było czasu.
Niektórym przeszkadzały skaczące napisy, dla mniej nie stanowiły żadnego problemu.

Akcja filmu toczy się w 2154 roku na księżycu Pandora. Jest on bogaty w złoże unobtainium które na ziemi jest nieprzyzwoicie cenne, więc pewna amerykańska korporacja wysłała tam żołnierzy którzy mają się zając wydobyciem kruszcu. Jednak jak zwykle amerykanie mają pecha bo na planecie oprócz pięknej dżungli żyje sobie rasa Na’vi – wielkie niebieskie „niby koty”, a żeby było jeszcze bardziej na złość przybyszom największe złoże drogich kamyczków leży właśnie pod wioska niebieskich kotków.
Min. dlatego powstał program Avatar. Ludzie obcykali co nieco tubylców i wymyślili sprzęt pozwalający się w nich zamieniać, a ściślej mówiąc swoją ludzką świadomość przenieść do wcześniej wyhodowanego ciała. Korzystając z avatar’ów ludzie chcieli pokojowo i dyplomatycznie rozwiązać sprawę złoża.
I tu wchodzi nasz bohater – Jack Sully – były żołnierz marines, sparaliżowany od pasa w dół. Leci on na obcą planetę, aby dokończyć zadanie zmarłego brata – naukowca. Dostaje avatara zrobionego na podstawie ludzkiego DNA, oraz DNA tubylców, jest to droga impreza a ponieważ on i brat byli bliźniakami (więc mają identyczny kod genetyczny) to avatar będzie pasował także do niego i kasa się nie zmarnuje.

To ogólny zarys fabuły, ani jednego spojlera gdyż wszystkiego o czym napisałem można było się dowiedzieć już z pierwszego zwiastuna. W sumie dlaczego nie skoro fabuła nie jest kluczowym elementem filmu. Jest przewidywalna ale to w niczym nie przeszkadza gdyż ten film nie był nastawiony na skomplikowaną historię i widz dobrze o tym wie.

Ludzi na pandorze można podzielić na dwa obozy : naukowców i żołnierzy.
Ci pierwsi kochają każdy liść na obcej planecie, cały czas są czymś podekscytowani, bardzo szanują tubylców. Świetnie obrazuje to cytat Doktor Grace Augustine – kierownika projektu Avatar:
„Na Pandorze czyha wiele niebezpieczeństw. Jednym z nich jest to, że możesz pokochać ją zbyt mocno.”
Ci drudzy są ich całkowitym przeciwieństwem: zabijają wszystko co się rusza, są aroganccy a ich jedynym argumentem w dyskusji z „kotkami” jest spluwa.
Nasz główny bohater ma problem z przypisaniem się do którejś z grup, z jednej strony marines, co prawda były ale marines. Z drugiej strony na wyspę przywieziono go aby pracował z naukowcami i to z nimi spędza większość czasu.

W określeniu siebie pomaga mu szef ochrony, który stoi na czele żołnierzy. Oferuje mu sfinansowanie operacji nóg w zamian za informacje z obozu ”jajogłowych”.
I tu zraziło mnie to, że z amerykańskiego żołnierza zrobili idiotę. Na początku przekazywał informacje z myślą o operacji, a i z naukowcami się nie zakolegował więc łatwo mu to przychodziło a ciepłe słówka dowódcy jeszcze bardziej go do tego determinowały. Jednak w późniejszym czasie znalazł wspólny język z współpracownikami, zakochał się w córce wodza Na’vi a mimo to ciągle przekazywał info wojskowym, nie oszczędził informacji nawet o położeniu najświętszego miejsca tubylców, zupełnie jakby był nieświadomy konsekwencji swojego długiego języka. Dopiero gdy marines ruszyli do ataku Jack zorientował się, że zrobił źle. Do prawdy irytujące.

Poza tym nie można się do niczego przyczepić. Technologia Camerona wykonała swoje zadanie – doprowadziła do oglądania z otwartą gębą. Wszystko było bardzo realistyczne: dżungla, NaVi, ich mimika, zwierzęta. Szczególnie zapadły mi w pamięci latające góry „Alleluja” na których widok dosłownie straciłem dech w piersiach. Cała Pandora wygląda jak biblijny raj.

Cały ten marketing i otoczka wokół filmu sprawiła, że w kinie czułem się jakbym był obecny nie na seansie ale na jakimś wyjątkowym wydarzeniu, atmosfera w sali była niesamowita od początku do końca, film był „ponad” wszystkich.
Mówi się, że Avatara trzeba obejrzeć w 3D, byłem na takiej wersji filmu i szczerze powiedziawszy tych efektów nie było wcale aż tak dużo i jestem przekonany, że na wersji 2D bawiłbym się identycznie.

Avatar zbiera bardzo skrajne opinie: jedni wychwalają go pod niebiosa drudzy mieszają z błotem.
Generalnie zależy to od podejścia do filmu.
Dla jednych było to wydarzanie, przeżycie, doznanie.
Dla drugich tylko zaprezentowanie nowych technologii, z dodatkiem takim jak fabuła.
Ja oczywiście należę do tych pierwszych. Z krzesła wstałem dopiero po zobaczeniu nazwiska mojego ukochanego reżysera. Kolejny raz udowodnił o swoim talencie i sprawił, że film to przyjemność nie tylko dla oczu.
Wycieczkę na Pandorę zapamiętam jeszcze długo. Mimo tych wszystkich efektów specjalnych film zachował duszę a to było dla mnie najważniejsze. Teraz czekan na sequel, ponownie z obawami ponownie z wielką niecierpliwością.

PS.
Przyznam, że spałem przez jakieś 10 minut filmu. Pobudka o 5 i ten bieg do kina strasznie mnie zmęczyły.
Nie przespałem całego filmu tylko dlatego, że idiota siedzący obok wysypał na mnie trochę popcornu.

James Cameron – PlayBoy

Filed Under (Film) by acozz on 13-12-2009

W rodzimym wydaniu PlayBoy’a jak na razie wieje nudą, czego nie można powiedzie o oryginale. W tym miesiącu dostajemy bowiem samego Jamesa Camerona, no dobra, wywiad z nim (chociaż jakby się rozbierał to z pewnością sprowadziłbym sobie pisemko). Jak już kiedyś wspominałem Cameron jest moim ulubionym reżyserem, dlatego wywiad z nim był dla mnie świetną niespodzianką.

Jak można się było domyślić, głównym tematem rozmowy jest Avatar – najnowszy film Kanadyjskiego reżysera. Jednak jak przy większości wywiadów, James został zapytany o Titanica, i tu po 12 latach od premiery filmu zdradził on jeden szczegół odnośnie produkcji:

PLAYBOY: What aspects of Hollywood mega success made you want to climb into submersibles and film documentaries starring sunken ships, instead of movies starring Leonardo DiCaprio?
CAMERON: I made Titanic because I wanted to dive to the shipwreck, not because I particularly wanted to make the movie. The Titanic was the Mount Everest of shipwrecks, and as a diver I wanted to do it right. When I learned some other guys had dived to the Titanic to make an IMAX movie, I said, “I’ll make a Hollywood movie to pay for an expedition and do the same thing.” I loved that first taste, and I wanted more.

PLAYBOY: So Titanic was a means to an end.
CAMERON: Titanic was about “fuck you” money. It came along at a point in my life when I said, “I can make movies until I’m 80, but I can’t do expedition stuff when I’m 80.” My father was an engineer. I had studied to be an engineer and had a mental restlessness to live the life I had turned my back on when I switched from the sciences to the arts in college.

Dla nieuków, James powiedział, że nakręcił Titanica, bo chciał zanurkować do jego wraku. Jako zapalony nurek musiał zdobyć wrak okrzyknięty mianem Mount Everest’u wśród wraków. Nie chodziło mu wcale o film, on miał jedynie pokryć koszta z tym związane.
Ten chłop kolejny raz mnie powalił. Projekt który nawet nie był celem, wygenerował ponad miliardowy dochód i przyniósł 11 statuetek Oskara. Oczywiście nie znaczy to, że Cameron po “zaliczeniu” wraku odklepał film, jak wiemy stoczył on wiele bojów z wytwórnią o samo zachowanie długości dzieła, bo już nie wspomnę, że nawet dokończenie zdjęć leżało na włosku. Jednak to, że James widział w filmie tylko kasę wytwórni, a ten mimo to odniósł historyczny sukces, świadczy o niesamowitym talencie (no i szczęściu) kanadyjskiego reżysera.




Mimo to, boje się o jego najnowsze dzieło. Avatar zawita do kin 25 Grudnia. Po Titanicu Cameron zajął się kręceniem filmów dokumentalnych, i w zasadzie nie wiemy w jakiej formie jest reżyser. Debilni publicyści i recenzenci, przy każdej wzmiance o Avatarze, porównują go z Titanic’iem, i zadają pytanie, czy film dorówna poprzedniemu dziecku twórcy. Nie chodzi im nawet o sam film, ale o kasę i wyróżnienia. Takie dziecinne porównania, pokazują tylko poziom recenzentów. Wszyscy stawiają poprzeczkę wysoko, a sam Cameron postanowił przestawić całą branże na filmy 3D i nie uzależnia tego od sukcesu nowego filmu. Jak będzie? Przekonamy się już wkrótce.

Link do wywiadu

Dwie Panie, co z konia nie spadły.

Filed Under (Film, Kobiety) by acozz on 05-09-2009

Każdy szanujący się facet wie, że najlepszą są blondynki. Każdy szanujący się facet wie, że ciemne blondynki, to nie blondynki. Każdy szanujący się facet boi, fascynuje, marzy i dąży do związku z latynoską. Tak. Latynoski, są specyficzne, wyjątkowe, lepsze od innych. Ujarzmianie jej to nie zadanie dla amatora. Ale przejdźmy do rzeczy.

Obudziłem się zdziwiony – wypiłem ultra kawę a usnąłem 20 minut po jej wypiciu. Po przebudzeniu byłem bardziej przymulony niż przedtem. Zszedłem po picie, chciałem wracać, jedno krótkie spojrzenie na telewizor i ujrzałem właśnie latynoskę, pojawiła się druga – zostałem. Te dwie panie to:

Penélope Cruz

Salma Hayek

Natychmiast się obudziłem. Tytuł filmu to : “SEXiPIStOLS”. Trafiłem na koniec rozpoczęcia, więc za dużo nie straciłem a braki szybko połączyłem w całość. Akcja rozgrywa się w Meksyku, głównymi bohaterkami są Sara (Salma Hayek) i María (Penélope Cruz). Dwa bardzo różne charaktery (chłopczyca i dama), postanawiają połączyć siły i sprzeciwić się bandytom okradającym ich kraj. Robią to okradając ich banki.

Produkcja nie pierwszej młodości bo z 2006 r. Film jest lekki i przyjemny. Idealny na rozpoczęcie weekendu. Fabuła prosta jednak w tego typu filmach jest to rzeczą naturalną. Obsada wyśmienita. Na widok tych pań osobno, człowiek zaczyna się ślinić, a tu zaserwowali je razem, więc o orgazm przed telewizorem nie było trudno. Kostiumy tylko podkreślały walory aktorek. Wszystko obcisłe, idealnie leżące. Piękne były czasy bez staników.

Mimo to przesytu nie było. Był czas na akcje, był czas na humor, był czas na pocałunki a i bywało, że wszystko razem. Panna Cruz w kapeluszu i warkoczykach wyglądała poprostu słodko, a Salma ociekała seksem, to było przeżycie dla zmysłów. Mimo całokształtu film został nie doceniony. Po wielokrotnym przekładaniu premiery (planowana premiera miała odbyć się pod koniec 2005 r. a doszło do niej dopiero 22 września 2006 r.) film pokazano tylko w sieciach kin “Cinema Latino Theatres”. cholerni amerykanie, za dużo gwiazdeczek mają i nie potrafią dobrego filmu docenić. A szkoda, bo na seuqel poszedłbym…bez dziewczyny.

Na koniec zapodaje linka do sceny łóżkowej Film

słownik - obrączki - urządzenia chłodnicze - Orange - Kalendarze Rzeszów - drzwi szklane - ogrodzenia - transport warszawa - instalacje kina - karmy dla psów - Car audio - hale - odzyskiwanie danych - hosting - prace licencjackie