Avatar – kilka słów

Filed Under (Film) by acozz on 30-01-2010

Tagged Under : , , , ,

Zaległy tekst o Avatarze na którym byłem trzynastego stycznia. Powoli ogarniam cały ten burdel i niebawem wstawie podsumowanie roku.

Byłem na Avatarze. Wyjazd odbył się kosztem innego ważnego spotkania, i mimo iż skutki tego zaniedbania były straszne to wiem, że było warto.
Avatar, Avatar, Avatar – ostatnio jest wszędzie: Internet, telewizja, gazety. Pierwszy po długich latach przerwy film Jamesa Camerona wzbudza wiele emocji. Ja sam czekałem na niego juz od pierwszej wzmianki, no i doczekałem się.

Jako fan Camerona nie ukrywam, że byłem pełen obaw. Praktycznie nie wiadomo było w jakiej formie jest reżyser – talentu się nie traci, ale zarówno kino jak i odbiorcy nie są juz tacy sami jak kilka lat temu i maja zupełnie inne wymagania. Irytowało mnie tez ciągle porównywanie z titaniciem. Największy as w rękawach speców od marketingu – jedenaście oskarów za poprzednie dzieło kanadyjskiego wizjonera. Chwyt może i dobry, ale porównania bardzo często były bez sensowne i nie na miejscu. Jak powszechnie wiadomo, kręcenie zdjęć z żywymi aktorami zakończyło sie juz w 2007 roku, reszta to robota komputerów – i z tym wiązała się kolejna obawa, czy to wszystko nie będzie zbyt sztuczne, czy nie będzie to zwykły obraz bez duszy, chyba nie tylko ja zadawałem sobie to pytanie.

Mimo wszystko zaufałem twórcy i do filmu podszedłem z pełnym obiektywizmem.
Oczywiście stałym zwyczajem się spóźniłem. Jakieś 800 metrów z parkingu do kina pokonałem biegiem, jednak dzięki Bogu za reklamy przed filmami bo dzięki nim zdążyłem na początek.
Oglądało się przyjemnie, przynajmniej po sprincie do łazienki, bo wcześniej nie było czasu.
Niektórym przeszkadzały skaczące napisy, dla mniej nie stanowiły żadnego problemu.

Akcja filmu toczy się w 2154 roku na księżycu Pandora. Jest on bogaty w złoże unobtainium które na ziemi jest nieprzyzwoicie cenne, więc pewna amerykańska korporacja wysłała tam żołnierzy którzy mają się zając wydobyciem kruszcu. Jednak jak zwykle amerykanie mają pecha bo na planecie oprócz pięknej dżungli żyje sobie rasa Na’vi – wielkie niebieskie „niby koty”, a żeby było jeszcze bardziej na złość przybyszom największe złoże drogich kamyczków leży właśnie pod wioska niebieskich kotków.
Min. dlatego powstał program Avatar. Ludzie obcykali co nieco tubylców i wymyślili sprzęt pozwalający się w nich zamieniać, a ściślej mówiąc swoją ludzką świadomość przenieść do wcześniej wyhodowanego ciała. Korzystając z avatar’ów ludzie chcieli pokojowo i dyplomatycznie rozwiązać sprawę złoża.
I tu wchodzi nasz bohater – Jack Sully – były żołnierz marines, sparaliżowany od pasa w dół. Leci on na obcą planetę, aby dokończyć zadanie zmarłego brata – naukowca. Dostaje avatara zrobionego na podstawie ludzkiego DNA, oraz DNA tubylców, jest to droga impreza a ponieważ on i brat byli bliźniakami (więc mają identyczny kod genetyczny) to avatar będzie pasował także do niego i kasa się nie zmarnuje.

To ogólny zarys fabuły, ani jednego spojlera gdyż wszystkiego o czym napisałem można było się dowiedzieć już z pierwszego zwiastuna. W sumie dlaczego nie skoro fabuła nie jest kluczowym elementem filmu. Jest przewidywalna ale to w niczym nie przeszkadza gdyż ten film nie był nastawiony na skomplikowaną historię i widz dobrze o tym wie.

Ludzi na pandorze można podzielić na dwa obozy : naukowców i żołnierzy.
Ci pierwsi kochają każdy liść na obcej planecie, cały czas są czymś podekscytowani, bardzo szanują tubylców. Świetnie obrazuje to cytat Doktor Grace Augustine – kierownika projektu Avatar:
„Na Pandorze czyha wiele niebezpieczeństw. Jednym z nich jest to, że możesz pokochać ją zbyt mocno.”
Ci drudzy są ich całkowitym przeciwieństwem: zabijają wszystko co się rusza, są aroganccy a ich jedynym argumentem w dyskusji z „kotkami” jest spluwa.
Nasz główny bohater ma problem z przypisaniem się do którejś z grup, z jednej strony marines, co prawda były ale marines. Z drugiej strony na wyspę przywieziono go aby pracował z naukowcami i to z nimi spędza większość czasu.

W określeniu siebie pomaga mu szef ochrony, który stoi na czele żołnierzy. Oferuje mu sfinansowanie operacji nóg w zamian za informacje z obozu ”jajogłowych”.
I tu zraziło mnie to, że z amerykańskiego żołnierza zrobili idiotę. Na początku przekazywał informacje z myślą o operacji, a i z naukowcami się nie zakolegował więc łatwo mu to przychodziło a ciepłe słówka dowódcy jeszcze bardziej go do tego determinowały. Jednak w późniejszym czasie znalazł wspólny język z współpracownikami, zakochał się w córce wodza Na’vi a mimo to ciągle przekazywał info wojskowym, nie oszczędził informacji nawet o położeniu najświętszego miejsca tubylców, zupełnie jakby był nieświadomy konsekwencji swojego długiego języka. Dopiero gdy marines ruszyli do ataku Jack zorientował się, że zrobił źle. Do prawdy irytujące.

Poza tym nie można się do niczego przyczepić. Technologia Camerona wykonała swoje zadanie – doprowadziła do oglądania z otwartą gębą. Wszystko było bardzo realistyczne: dżungla, NaVi, ich mimika, zwierzęta. Szczególnie zapadły mi w pamięci latające góry „Alleluja” na których widok dosłownie straciłem dech w piersiach. Cała Pandora wygląda jak biblijny raj.

Cały ten marketing i otoczka wokół filmu sprawiła, że w kinie czułem się jakbym był obecny nie na seansie ale na jakimś wyjątkowym wydarzeniu, atmosfera w sali była niesamowita od początku do końca, film był „ponad” wszystkich.
Mówi się, że Avatara trzeba obejrzeć w 3D, byłem na takiej wersji filmu i szczerze powiedziawszy tych efektów nie było wcale aż tak dużo i jestem przekonany, że na wersji 2D bawiłbym się identycznie.

Avatar zbiera bardzo skrajne opinie: jedni wychwalają go pod niebiosa drudzy mieszają z błotem.
Generalnie zależy to od podejścia do filmu.
Dla jednych było to wydarzanie, przeżycie, doznanie.
Dla drugich tylko zaprezentowanie nowych technologii, z dodatkiem takim jak fabuła.
Ja oczywiście należę do tych pierwszych. Z krzesła wstałem dopiero po zobaczeniu nazwiska mojego ukochanego reżysera. Kolejny raz udowodnił o swoim talencie i sprawił, że film to przyjemność nie tylko dla oczu.
Wycieczkę na Pandorę zapamiętam jeszcze długo. Mimo tych wszystkich efektów specjalnych film zachował duszę a to było dla mnie najważniejsze. Teraz czekan na sequel, ponownie z obawami ponownie z wielką niecierpliwością.

PS.
Przyznam, że spałem przez jakieś 10 minut filmu. Pobudka o 5 i ten bieg do kina strasznie mnie zmęczyły.
Nie przespałem całego filmu tylko dlatego, że idiota siedzący obok wysypał na mnie trochę popcornu.

Filed Under (O mnie) by acozz on 07-01-2010

W weekend będzie małe podsumowanie roku.
Ciężki ten tydzień, zajebać się można, nawet na sikanie mam limity bo nie starcza czasu.
Do weekendu więc.

Życzę Ci…

Filed Under (O mnie) by acozz on 26-12-2009

Tagged Under : , ,

Święta na półmetku, więc można sobie pozwolić na małe podsumowanie. Wpis ten poświęcę tematowi życzeń. Życzenia to nieodzowny element większości świąt, jednak te gwiazdkowe z reguły są najładniejsze i jest ich najwięcej. W tym roku znajomi nie zawiedli. Dostałem mnóstwo kartek, sms’ów często musiałem przystawać na ulicy.
Nawet Mariana z Brazylii sobie o mnie przypomniała, i przysłała zdjęcie w stroju śnieżynki. Na najniższym poziomie jak co roku sms’y, durne wierszyki, kopiowane po 20 razy, no ale liczy się pamięć. Jak zwykle: zdrówka, rzucenia nałogu, dużo bezpiecznego seksu.
W szkole moim sloganem jest “miłość nie istnieje – to tylko chemia” toteż szkolni znajomi życzyli mi przede wszystkim miłości. Wychowawczyni życzyła mi abym się nie zmienił i dalej rozpierdalał jej lekcje, bo wnoszę do klasy dużo humoru, potem coś tam mówiła o nauce, ale już jej nie słuchałem, zastanawiałem się, czemu ta 23 letnia studentka, nie odważyła się na dekolt. No właśnie – “nie zmieniaj się” to tegoroczna nowość.
Niezmiernie miło było to usłyszeć, od ważnych dla mnie osób. Hmm, skoro nawet takiego skurwysyna da się lubić, to skąd te wojny na świecie? Pozwolę sobie zacytować kilka życzeń:

“Oj Acozz, z okazji świąt Bożego Narodzenia, życzę Ci wszystko najlepszego =). Dużo zdrówka, szczęścia i miłości.
Uwierz, “miłość istnieje” hehe, musisz w to uwierzyć, bo życzę Ci dziewczyny. Niech Mikołaj uśmiechnie się do Ciebie i zdobędzie dla Ciebie blondynkę o sennych, niebieskich oczach :D ”.

“Kochany, aby jak dotychczas, nie brakowało idiotek które będą chciały się z Tobą spotykać“.

“Nie rzygaj w sylwestra, tylko tego Ci potrzeba”.

“Zmień wiarę na galaktyczną”. <- tu nie wiem o co chodziło

“Więcej blondynek Ac, to Ci chyba styknie”

“Znamy się od niedawna, ale chciałabym prosić Cię, abyś się nie zmieniał, jesteś zajebistym człowiekiem, czas spędzany przy Tobie to czas nie zwykły, dlatego zostań, taki jaki jesteś, a teraz daj buzi”



Zobaczymy, co się ze mną stanie przez ten rok, i czy przed następnymi świętami znowu usłyszę “nie zmieniaj się”.

Śnieg!

Filed Under (O mnie) by acozz on 13-12-2009

Tagged Under : , ,

Tak! Spadł pierwszy śnieg. Nawet moja suka zapomniała o “aferze kotletowej” i wybrała się ze mną na spacer. Miło było usłyszeć ten charakterystyczny dźwięk podczas chodzenia, miło było przekonać się, że wciąż smakuje tak samo, miło było zrobić orła. Oj żeby utrzymał się chociaż do jutra, oj żeby było go więcej.






To wygląda bardziej jak zdjęcie płodu, ale było już ciemno ;)

Łakomy kociak

Filed Under (O mnie) by acozz on 13-12-2009

Tagged Under : , ,

Wracając do domu, na schodach zauważyłem mojego kota. Marznął biedak, więc się ulitowałem, zabrałem go do pokoju i położyłem na kocyku. Było to koło godziny 17:00. Ponownie wyszedłem.
Wróciłem koło 21:00 i ze zdziwieniem zobaczyłem, że kot nadal leży w tym samym miejscu. Spodobało mu się. Koło północy odechciało mu się leżenia, i wszędzie za mną chodził, nawet w łazience nie dał mi spokoju.


Wywaliłem go z mojej sypialni i zająłem się pracą. Koło drugiej w nocy, z kuchni dobiegł mnie, niepokojący brzdęk. Odrazu przypomniałem sobie o buszującym kocie, jednak zignorowałem go, gdy doszedłem do wniosku, że nie zostawiłem nic na wierzchu.


Rano budzi mnie siostra, mówiąca że pies zbił talerz, i pożarł wszystkie 7 schabów które były w szafce. Nikt oprócz mnie nie wiedział o kocie, odrazu pomyślałem “skurwysyn”. Rzeczywiście, pożarł całe 7, nie wiem czy całą noc to konsumował, czy rano pies dokończył resztę. Wiem tylko, że obiad miałem nie ciekawy. Najbardziej żal mi było psa, dostał a sam nie wiedział za co. Potem tylko leżał na kanapie
i bał się nawet oczyma przewrócić. Chciałem sobie z kotem porozmawiać, ale cwaniak gdzieś nawiał. Niech no ja go dorwę.


Mucha zastąpi Pazurę

Filed Under (Polski show biznes) by acozz on 13-12-2009

No przyznam, że byłem ciekaw kim TVN zastąpi Weronikę Marczuk-Pazurę. Zdziwiłem się – padło na Anne Muchę. Cwaniaki poszły na łatwiznę, tak samo jak z Kingą Rusin, przez “Taniec z Gwiazdami”. Szkoda tylko, że poza wygraną w tym popularnym show, Ania nie jest w żaden sposób związana z tańcem. Jest medialna, tylko. Żal mi przyszłych uczestników, gdyż od nich wymaga się prawie profesjonalizmu, a sami będą oceniani przez nie profesjonalne jury. Ale tak to już jest, w naszym polskim “show biznesie”.


James Cameron – PlayBoy

Filed Under (Film) by acozz on 13-12-2009

W rodzimym wydaniu PlayBoy’a jak na razie wieje nudą, czego nie można powiedzie o oryginale. W tym miesiącu dostajemy bowiem samego Jamesa Camerona, no dobra, wywiad z nim (chociaż jakby się rozbierał to z pewnością sprowadziłbym sobie pisemko). Jak już kiedyś wspominałem Cameron jest moim ulubionym reżyserem, dlatego wywiad z nim był dla mnie świetną niespodzianką.

Jak można się było domyślić, głównym tematem rozmowy jest Avatar – najnowszy film Kanadyjskiego reżysera. Jednak jak przy większości wywiadów, James został zapytany o Titanica, i tu po 12 latach od premiery filmu zdradził on jeden szczegół odnośnie produkcji:

PLAYBOY: What aspects of Hollywood mega success made you want to climb into submersibles and film documentaries starring sunken ships, instead of movies starring Leonardo DiCaprio?
CAMERON: I made Titanic because I wanted to dive to the shipwreck, not because I particularly wanted to make the movie. The Titanic was the Mount Everest of shipwrecks, and as a diver I wanted to do it right. When I learned some other guys had dived to the Titanic to make an IMAX movie, I said, “I’ll make a Hollywood movie to pay for an expedition and do the same thing.” I loved that first taste, and I wanted more.

PLAYBOY: So Titanic was a means to an end.
CAMERON: Titanic was about “fuck you” money. It came along at a point in my life when I said, “I can make movies until I’m 80, but I can’t do expedition stuff when I’m 80.” My father was an engineer. I had studied to be an engineer and had a mental restlessness to live the life I had turned my back on when I switched from the sciences to the arts in college.

Dla nieuków, James powiedział, że nakręcił Titanica, bo chciał zanurkować do jego wraku. Jako zapalony nurek musiał zdobyć wrak okrzyknięty mianem Mount Everest’u wśród wraków. Nie chodziło mu wcale o film, on miał jedynie pokryć koszta z tym związane.
Ten chłop kolejny raz mnie powalił. Projekt który nawet nie był celem, wygenerował ponad miliardowy dochód i przyniósł 11 statuetek Oskara. Oczywiście nie znaczy to, że Cameron po “zaliczeniu” wraku odklepał film, jak wiemy stoczył on wiele bojów z wytwórnią o samo zachowanie długości dzieła, bo już nie wspomnę, że nawet dokończenie zdjęć leżało na włosku. Jednak to, że James widział w filmie tylko kasę wytwórni, a ten mimo to odniósł historyczny sukces, świadczy o niesamowitym talencie (no i szczęściu) kanadyjskiego reżysera.




Mimo to, boje się o jego najnowsze dzieło. Avatar zawita do kin 25 Grudnia. Po Titanicu Cameron zajął się kręceniem filmów dokumentalnych, i w zasadzie nie wiemy w jakiej formie jest reżyser. Debilni publicyści i recenzenci, przy każdej wzmiance o Avatarze, porównują go z Titanic’iem, i zadają pytanie, czy film dorówna poprzedniemu dziecku twórcy. Nie chodzi im nawet o sam film, ale o kasę i wyróżnienia. Takie dziecinne porównania, pokazują tylko poziom recenzentów. Wszyscy stawiają poprzeczkę wysoko, a sam Cameron postanowił przestawić całą branże na filmy 3D i nie uzależnia tego od sukcesu nowego filmu. Jak będzie? Przekonamy się już wkrótce.

Link do wywiadu

Joanna Krupa wspiera pieski

Filed Under (Kobiety) by acozz on 07-12-2009

Kocham kobiety, uwielbiam pieski. A co gdy kobiety kochają pieski i inne zwierzątka? Rozbierają się. Bynajmniej w Stanach, bynajmniej dla organizacji PETA. Tym razem po stronie futrzaków stanęła polka (warto wspomnieć, że to druga sesja tej pani dla PETA, poprzednio Joasia twierdziła, że woli być naga niż nosić futerko). W tym przypadku rozchodzi się o biedne psy w schroniskach. Plakat namawia do adoptowania czworonożnych przyjacieli w schroniskach, zamiast kupować “nowe” zwierzę w sklepie. Oczywiście wzbudził wiele kontrowersji ze strony wierzących, osobiście jestem już tym zmęczony i nie mam ochoty się nad tym rozwodzić. Mi krzyż nie przeszkadza a, że plakat ma na celu dobro psin, Ci nadgorliwi powinny przymknąć oko. Z drugiej strony wiadomo, że tu chodziło o szum i promocje, a ta poprzez skandal jest łatwiejsza od zabrania dziecku lizaka, no ale może jakiś fan Krupy odwiedzi schronisko, może.


Ogólnie wykonanie plakatu bardzo mi się podoba. Takie powinny być reklamy (piękne i kontrowersyjne).

No cóż Aniu

Filed Under (Kobiety) by acozz on 06-12-2009

Finał programu “Mam Talent” przegapiłem, impreza była ważniejsza. Nie żałuje, moja Ania przegrała. Zaśpiewała zajebiście. Dużo lepiej niż w półfinale, gorzej niż w eliminacjach, ale do tego stopnia, że chciałem wysłać sms’a na powtórce. Gdybym sobie przypomniał gdzie akordeon dziadka, z pewnością bym się nim zajął.

Oj głupi ten naród polski, głupi. Narzekamy, że jest wiocha na Eurowizji, że nie ma w polsce koncertów, a w ogóle nie inwestujemy w młodych. Pani Teliczan dostałaby 300 tyś. i miałaby na debiut. Wyrostek kupi sobie samochód i nowy akordeon. Tak samo było w poprzedniej edycji, mimo iż Wojewódzki wygłosił na koniec mowę, w której ewidentnie wskazywał żeby głosować na Kulawik, dać młodej szanse tak jak kiedyś Kukulskiej, to głupi widzowie wybrali dwóch golasów, którzy wzięli kasę i ślad po nich zaginął.

Anna Teliczan



Mam jednak nadzieje, że o Ani Teliczan, jeszcze kiedyś usłyszymy, a może inaczej – jeszcze kiedyś ją usłyszymy. Z tego co się orientuje AudioFeels nagrali płytę, więc może i ona pójdzie za ciosem.


PS. Z dwojga złego dobrze, że nie wygrało tych dwóch wyjących braci, jakoś nie mogłem sobie wyobrazić jakie dźwięki z siebie wydobywają podczas konkretnego orgazmu.

Latawiec, Księżyc i TY

Filed Under (Bez kategorii) by acozz on 23-11-2009

Latawiec puszczać z Tobą chce
W świetle księżyca, nocą, we śnie
Kropelki deszczu niech nas muskają
Niech Twoje łzy, się za nimi schowają.
Wszystko się zmienia, szczególnie My
spełnione są już wszystkie nasze sny
Co nam zostało, co nam potrzeba?
Latawca, niech leci, chen, chen do nieba.
Z tyłu zostawi troski i waśnie


Zaś my na końcu sznurka
stoimy odmienieni, wszystko za sprawą latawca, nie z tej (cholernej) ziemi.


Within Temptation – Utopia (feat. Chris Jones)

Otwarty Fundusz Emerytalny - serwis canon warszawa - Sny Prorocze - Szafy komandor Szczecin - szkolenia techniki sprzedaży